Podróżując w poziomie, zawsze wiesz, dokąd trafisz.
Przemieszczając się w pionie, możesz znaleźć się gdziekolwiek.
Kierunki są niby tylko dwa, dół i góra, ale nigdy nie wiadomo, co zobaczysz, kiedy drzwi windy się otworzą. Bezkresne biurowe zoo z urzędnikami w klatkach, sielankowy pejzaż z beztroskimi pastuszkami, fermy szarańczy, hangar z samotną, zmurszałą katedrą Notre-Dame, śmierdzące slumsy, w których na jedną osobę przypada trzydzieści centymetrów kwadratowych powierzchni mieszkalnej, basen na brzegu Morza Śródziemnego czy zwykła plątanina ciasnych korytarzy technicznych. Pewne poziomy są dostępne dla wszystkich, na innych windy nie otwierają swoich drzwi przypadkowym pasażerom, o jeszcze innych nie wie nikt oprócz projektantów wieżowców.
Wieżowce są wystarczająco wysokie, by przebić się ponad chmury, a ich sięgające głęboko pod ziemię korzenie są jeszcze dłuższe. Chrześcijanie przekonują, że w wieżowcu, który wybudowano na miejscu Watykanu, istnieją windy kursujące do Piekła i z powrotem oraz takie, która wiozą bogobojnych prosto do Raju. Tu przycisnąłem jednego księżulka, i spytałem, po co w tak beznadziejnej sytuacji dalej tumanić ludzi. Wciskanie komuś, że dusza jest nieśmiertelna, jest w dzisiejszych czasach skazane na porażkę. Przecież już od dawna nikt tej duszy nie używa!
Chrześcijański raj to zapewne taka sama ponura dziura, jak Bazylika Świętego Piotra: zero ludzi i wszędzie na palec gruba warstwa kurzu. Księżulo zaczął się miotać, zapiszczał coś o sposobach na dotarcie do masowego odbiorcy - że niby należy mówić do wiernych ich językiem. Trzeba było połamać palce temu szarlatanowi, żeby nie było mu tak łatwo się żegnać.
Szybkobieżne windy wjeżdżają na kilometrową wysokość dosłownie w kilka minut. Większości ludzi ten czas wystarczy akurat, żeby obejrzeć spot reklamowy, poprawić fryzurę albo upewnić się, że nic nie utkwiło im między zębami. Większość ludzi nie zwraca uwagi ani na wnętrze, ani na rozmiar kabiny. Większość ludzi nawet nie zdaje sobie sprawy, że winda dokądś zmierza, chociaż przyspieszenie ściska wnętrzności i zwoje mózgowe.
Zgodnie z prawami fizyki powinno też, choć odrobinę, kompresować czas. Ale zamiast tego każda chwila, którą spędzam w kabinie windy, pęcznieje, puchnie…
Po raz trzeci patrzę na zegarek. Ta cholerna minuta w ogóle nie chce się skończyć! Nienawidzę ludzi, którzy zachwycają się windami, i nienawidzę ludzi zdolnych, jakby nigdy nic, wpatrywać się w kabinach we własne odbicie. Nienawidzę wind i tego, kto je wymyślił. Co za szatański pomysł - zawiesić nad przepaścią ciasne pudełko, wepchnąć do środka żywego człowieka i pozwolić tej skrzynce decydować, jak długo trzymać go w zamknięciu i kiedy wypuścić na wolność?!
Drzwi wciąż ani myślą się otworzyć; co gorsza kabina nawet nie ma zamiaru zwalniać. Tak wysoko nie zawędrowałem chyba w żadnej wieży.
Ale wysokość mi zwisa, nie mam żadnych problemów z wysokością. Mogę sobie stać na jednej nodze na szczycie Everestu, tylko żeby mnie wypuścili z tej przeklętej trumny.
Nie wolno o tym myśleć, bo zabraknie mi powietrza! Jak znowu pogrążyłem się w tych grząskich refleksjach? Przecież tak przyjemnie mi się rozmyślało o porzuconej Bazylice Świętego Piotra, o szmaragdowych toskańskich wzgórzach wczesnym latem… Zamknąć oczy, wyobrazić siebie wśród wysokiej trawy… Stoję w niej po pas… Wszystko jak w poradniku… Wdech… Wydech… Zaraz się uspokoję… Zaraz…
Tylko skąd ja mam wiedzieć, jak to jest stać po pas w jakiejś pieprzonej trawie?! Nigdy nie widziałem jej bliżej, niż z odległości dziesięciu kroków, nie licząc oczywiście syntetycznych trawników!
Po co zgodziłem się wjeżdżać tak wysoko? Po co przyjąłem zaproszenie?
Chociaż zaproszeniem to trudno nazwać.
A czo to?
OdpowiedzUsuńlala
UsuńZawsze coś
OdpowiedzUsuńTy chcesz wojny?! Tu nie ma być "zawsze coś", tu ma być bajeczny i w luj odjechany szablon. I nie przyjmuję sprzeciwu!
UsuńRozkaz od Hime twego życia :*